czwartek, 29 grudnia 2011

Różnice pomiędzy kobietą, a mężczyzną w aspekcie komunikacji interpersonalnej

Różnice pomiędzy kobietą, a mężczyzną w aspekcie komunikacji interpersonalnej

Autorem artykułu jest Agata Jeruszka



Komunikacja interpersonalna to nic innego jak proces, podczas którego ludzie dzielą się swoimi myślami za pomocą komunikatów werbalnych i niewerbalnych. Definicja prosta w teorii – w praktyce dla wielu do dzisiaj pozostaje czarną magią, zwłaszcza w odniesieniu do kobiet i mężczyzn.

Nie da się ukryć, że świat męski i żeński zawsze różniły się od siebie, tak samo jak i sposób komunikowania myśli i uczuć. Skąd te różnice?
W literaturze tzw. fachowej można wyróżnić kilka stanowisk, jeśli chodzi o komunikację pomiędzy kobietą i mężczyzną. Jedno z nich, które reprezentuje Carol Gilligan, mówi o tym, że chłopcy i dziewczęta od wczesnych lat uczeni są i przygotowywani do pełnienia zupełnie odmiennych ról, jakie przyjdzie im odgrywać w społeczeństwie. Według Gilligan spełnia się więc przysłowie – czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. I w ten oto sposób rośnie nam kolejne patriarchalne społeczeństwo, bo zdefiniować problem to jedno – próbować go rozwiązać – drugie. W telegraficznym skrócie stanowisko przedstawicielki psychoanalizy feministycznej – Carol Gilligan, można opisać określając mężczyznę jako przywódcę, który postępuje niczym samuraj według kodeksu busido – jest „nieokrzesany, męski i z brutalną siłą”.[1] Tym lepiej jeśli po udanym polowaniu rzuci na stół – obok bluźnierstw – jakąś zabitą dziczyznę, którą oczywiście posłuszna kobieta czym prędzej przygotuje.

Jeśli ktoś dodatkowo przeczytałby opinię Simona Barona – Cohena, z której skorzystał Janusz Leon Wiśniewski pisząc książkę popularnonaukową - „Czy mężczyźni są światu potrzebni?”, to mogłaby taka osoba pomyśleć, że to stan faktyczny, a nie jedna z tez głoszonych przez naukowców. Simon Baron – Cohen „zawyrokował, że mężczyźni mają mózg systematyzujący, a kobiety empatyczny. Skutkiem tego mężczyźni posiadają zdolności łowieckie, dzięki wrodzonej agresji z łatwością zdobywają i utrzymują władzę, gromadzą wiedzę i są stworzeni do pełnienia funkcji przywódczych. Kobiety natomiast, zgodnie ze swą empatyczną naturą, stworzone są do przyjaźni, macierzyństwa, plotkarstwa (sic!) oraz dbania o innych, szczególnie o swojego mężczyznę i wspólne potomstwo”.[2] Jako absolwentka szkoły średniej, w której 90% uczniów to przedstawiciele płci męskiej, śmiem twierdzić, że akurat skłonność do plotkarstwa to domena właśnie mężczyzn.

Tak samo jak ja, autor „Czy mężczyźni są światu potrzebni?” też nie zgadza się z Simonem Baronem - Cohenem. Na kartkach tej samej książki pisze: „Teza, że mężczyźni to urodzeni myśliwi, którzy polują, aby utrzymać rodzinę, jest także nieprawdziwa. (…) Paleontolodzy ewolucyjni (sami mężczyźni) udowodnili, że kobiety i mężczyźni razem chodzili na polowania, przy czym mężczyźni polowali niezwykle rzadko lub bardzo nieskutecznie. Na podstawie analizy biochemicznej wykopalisk stwierdzono, że ponad 78% kalorii w pożywieniu prehistorycznych plemion pochodziło z roślin. Tak naprawdę więc to kobiety zajmowały się wyżywieniem rodziny, ponieważ głównym źródłem tych kalorii było runo leśne, które właśnie one zbierały.”[3] Różnią się więc stanowiska naukowców - niekoniecznie bezpośrednio związanych z komunikacją interpersonalną - i różnią się sposoby komunikowania kobiet i mężczyzn.

Bez wątpienia emocje takie jak złość, radość, smutek czy lęk odczuwa każdy bez względu na płeć, nie oznacza to jednak że mężczyzna, gdy zobaczy mysz – nawet jeśli będzie wzbudzała w nim takie samo obrzydzenie i strach, jak w kobiecie – to wskoczy na stołek i zacznie piszczeć. Zarówno reakcje jak i sposób okazywania danej emocji różnią się w zależności od płci. W komunikacji niewerbalnej, a więc w sposobie komunikowania się za pomocą gestów, mimiki twarzy, tonu głosu, spojrzenia czy też ruchów ciała dominują kobiety. Nie ze względu na przewagę jaką mogą mieć wykorzystując szeroki wachlarz uwodzicielskich gestów i ruchów, a przez fakt, że kobietom łatwiej przychodzi okazywanie takich emocji jak smutek, niepokój czy lęk, co z kolei uwarunkowane według mnie jest tym, w jakiej atmosferze wychowują się małe dziewczynki. Pozwala się im na okazywanie strachu, co w przypadku chłopców nie jest akceptowane. Bądź co bądź - żyjemy w patriarchacie. Chłopców od małego uczy się dominacji, a co za tym idzie – zabrania się im nie tylko okazywania strachu, ale również jego odczuwania, argumentując to faktem, że to niemęskie i chłopcu nie przystoi.

W wyniku badań przeprowadzonych w zakresie komunikacji niewerbalnej okazało się również, że kobiety są lepsze w odszyfrowywaniu i nadawaniu komunikatów niewerbalnych oraz bardziej od mężczyzn otwarte. Przemawia za tym fakt, że jako matki kobiety muszą porozumiewać się ze swoimi nowonarodzonymi dziećmi, które nie rozumieją mowy dorosłych, a więc komunikatów werbalnych.

Mężczyźni natomiast przodują w wykrywaniu kłamstwa, co tłumaczone jest faktem, że „kobiety są w stanie odebrać niewerbalne wskaźniki zawierające kłamstwo, ale są uprzejmiejsze niż mężczyźni, więc rezygnują z podejrzeń wobec rozmówcy”.[4]

Jeśli chodzi o komunikację werbalną i w tym przypadku naukę można wykorzystać do głoszenia feministycznych teorii o wyższości kobiet nad mężczyznami. Kobiety bowiem są właścicielkami mózgów z bardziej rozwiniętą lewą półkulą odpowiedzialną właśnie za aparat mowy. Ponad to sieć połączeń pomiędzy półkulą lewą i prawą u kobiet jest lepiej rozbudowana niż u mężczyzn. Podobnie jest ze strunami głosowymi – mężczyźni ze swoimi grubszymi i dłuższymi od kobiet strunami potrzebują więcej czasu, żeby zacząć mówić, a więc kobietom mówienie przychodzi po prostu z mniejszym wysiłkiem. Jeśli chodzi o samą treść wypowiadanych komunikatów to dla kobiet charakterystyczne jest m.in. częste odwoływanie się do stanów emocjonalnych (np. Byłam zszokowana…), dłuższe i bardziej złożone zdania, pytania retoryczne oraz częstsze stosowanie tzw. intensyfikatorów przysłówków (np. Byłam ogromnie zaskoczona…).

Mężczyźni natomiast rzadko odwołują się do czasu przeszłego, używają przeważnie teraźniejszego, częściej popełniają błędy gramatyczne, w swoich opiniach często odnoszą się do ludzi jako ogółu (np. Wszyscy wiedzą, że…).

Moim zdaniem na temat różnic w komunikacji interpersonalnej kobiet i mężczyzn nie należy jednak rozpatrywać wyłącznie w aspekcie płci. Pod uwagę należy również brać sytuacje w jakiej dana kobieta i mężczyzna się znajdują, narodowość czy też nastrój. Rozstrzyganie czy takie różnice w ogóle istnieją w kontekście tylko jednego wyznacznika, w tym przypadku płci, jest tylko powierzchownym traktowaniem tematu różnic w komunikacji pomiędzy kobietami i mężczyznami.

[1] Inazo Nitobe „Bushido – dusza Japonii”, Bydgoszcz 2008, str. 22

[2] Janusz L. Wiśniewski, „Czy mężczyźni są światu potrzebni?”, Kraków 2007, str. 74

[3] Tamże, str. 82

[4] Źródło: sieć Internet; http://www.gazeta.zespolpip.pl/archiwum/5/gazeta5_4.php, stan na dzień 26.12.2008 r.

---

Agata Jeruszka


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

"Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie..."

"Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie..."

Autorem artykułu jest Agata Jeruszka



Reportaż napisany na podstawie książki Ewy Kurek-Matiunin, o takim samym tytule - "Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie...". Wydawnictwo TAKT, Lublin 1992 r.

II wojna światowa. Do warszawskiego domu Rodziny Maryi przychodzi mała dziewczynka. Wychudzona, blada, niepodobna do człowieka, zwłaszcza do dziecka. Przed chwilą Niemcy zabili jej tatę i mamę. Prosi Marię Sawicką, furtiankę tego domu, żeby została jej matką.

Mały Rysiek Peiper i Urszulka Peiper też znaleźli schronienie w domu Rodzin Maryi przez cały czas trwania wojny.

Lee uratowały siostry w klasztorze sióstr Rodziny Maryi z Brwinowa.

Rachelę, po tym jak jej matka zabiła siebie i 3-letnią siostrę Racheli uratowały siostry Józefitki. Odstawiona do klasztoru przez ludzi, którzy przez jakiś czas dawali jej schronienie, teraz znalazła je u sióstr. Siostra Roberta była dla niej jak matka i tak pozostało przez wiele lat po wojnie.

Frania Aronson też przeżyła dzięki siostrom z klasztoru. Po ucieczce z domu, w którym się ukrywała w Stanisławowie, a który Niemcy ostrzelali znalazła schronienie u sióstr. Wyrobiły jej dokumenty, kenkartę, podarowały życie. Przebywała u nich do 1944 roku od lutego 1943.

Doktor Anna, uratowana w klasztorze w Rabce – tak – została uratowana, ale zyskując życie straciła wiarę w całą instytucję zakonną, gdy z pustym brzuchem zobaczyła suto zastawiony stół sióstr opiekujących się nią i innymi dziećmi, gdy jedna z sióstr otruła ulubionego kota wszystkich dzieci.

Julka uratowały siostry sercanki. Po ucieczce od Marii Wójcik, która oprócz niego ukrywała kilkoro innych dzieci, złapali go Niemcy. Załadowali go do bydlęcego wagonu. Przez malutkie okna z wagonu ludzie wyrzucali dzieci, do których strzelali uzbrojeni w karabiny, stojący na schodkach każdego wagonu niemieccy żołnierze.

Julek został wyrzucony po trzech dniach jazdy. Przeżył upadek, przeżył ostrzeliwanie go przez żołnierzy. Dostał tylko w nogę.

W końcu trafił do sióstr, stamtąd do księży salezjanów. Jest jednym z około 1500 dzieci uratowanych w klasztorach podczas II wojny światowej.

Jednym z około 1500 żydowskich dzieci uratowanych w polskich klasztorach. Czy liczba byłaby mniejsza czy większa gdyby nie chodziło o dzieci żydowskie? Albo gdyby nie chodziło o polskie klasztory. W jakim stopniu liczy się tutaj narodowość? Czy w ogóle się liczy?
Nie. Liczy się człowiek. Żydzi, Polacy to po prostu ludzie.

---

Agata Jeruszka


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Nacjonaliści i nacjonalizm. Fakty historyczne

Nacjonaliści i nacjonalizm. Fakty historyczne

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak



Zygmunt Balicki kojarzył nacjonalizm z pozytywizmem. Jan Mosdorf, więzień Auschwitz-Birkenau, pomagał Żydom i lewicowcom. Bolesław Piasecki był postacią negatywną.

Muzyczne motto:

“Tak więc nie pomogły romantyczne motywy,
bo bez kasy wnet tłamszono nasze zrywy (…)
Wynaradawianie to syzyfowa praca,
bo znów polska elita do życia powraca.
Wzięli się do pracy wnet pozytywiści:
polscy politycy oraz artyści.
Powstała nowoczesna Idea Narodowa,
walczyć o Polskę niepodległą gotowa.
Tak więc wolność nie wybuchła znikąd, ot tak, nagle,
tylko mocno się wybiła na zaborców tłustym sadle”


Leszek Bubel Band



W tych lepszych (dla narodowców) czasach

Dawno, dawno temu, od lat ’80 XIX wieku do wybuchu II wojny światowej, istniał w naszej Ojczyźnie ruch polityczny zwany Narodową Demokracją. W skład ND, czyli endecji, wchodziło wiele partii i organizacji, które różniły się między sobą, ale posiadały jedną wspólną cechę: umiłowanie nacjonalizmu. W owych czasach, kiedy Narodowa Demokracja stanowiła jedną z najpotężniejszych opcji politycznych, pojęcie nacjonalizmu było powszechnie znane i rozumiane. Chociaż dyskusje na temat tego zjawiska były prowadzone przez samych nacjonalistów, jedna rzecz pozostawała pewna. A mianowicie to, że nacjonalizm to taka hierarchia wartości, na szczycie której znajduje się interes Narodu Polskiego. Tylko i może aż.


Nacjonalista o nacjonalizmie

Zygmunt Balicki, jeden z najważniejszych polskich intelektualistów narodowych, opublikował w 1912 roku słynny artykuł pt. “Nacjonalizm a patriotyzm”. Starał się w nim wyjaśnić, czym jest ruch narodowy i skąd on się wziął. Balicki uważał, że nacjonalizm to dojrzała, konkretna i zdecydowana ideologia, która wyłoniła się z patriotyzmu, czyli zjawiska mającego podłoże psychologiczne. Dowodził on, iż patriotyzm to swego rodzaju sentyment do konkretnego narodu i kraju - rzecz duchowa, prywatna, rodząca się samoistnie w ludzkim sercu.


Od romantyzmu do pozytywizmu

Zdaniem publicysty, u niektórych osób patriotyzm ewoluował w coś świadomego, skonkretyzowanego, rozmyślnego, kształtowanego i kontrolowanego przez rozum. Tym czymś miał być właśnie nacjonalizm - myśl narodowa, wypracowana przez ludzki umysł idea, hierarchia wartości będąca owocem długich przemyśleń i spokojnych obliczeń. Balicki był przekonany, że o ile patriotyzm jest zjawiskiem romantycznym (irracjonalnym i opartym na emocjach), o tyle nacjonalizm jest formą pozytywizmu (programem politycznym, ciężką pracą na rzecz narodu, państwa, gospodarki i kultury).


Myśl narodowa jako dziecko patriotyzmu

Można zatem powiedzieć, iż autor postrzegał nacjonalizm jako zjawisko wtórne w stosunku do patriotyzmu, ale bardziej dojrzałe, uporządkowane, racjonalne. Według niego, chłodny, realistyczny, systematyczny i niestroniący od kalkulacji nacjonalizm to coś zupełnie innego niż pierwotny, nieokiełznany, gwałtowny i pozbawiony konkretów patriotyzm. Z drugiej strony, publicysta nie wstydził się przyznać, że pozytywistyczna idea narodowa jest dzieckiem romantycznych uniesień patriotycznych.


Nacjonalista i patriota. Podobieństwa i różnice

Wniosek: nacjonalista to ktoś, kto zaczął jako patriota, ale ewoluował i wzniósł się na wyższy poziom samodoskonalenia. Uczucia patriotyczne budzą się w człowieku spontanicznie i mimowolnie, a postawa narodowa to świadomy wybór. Patriotą może zostać każdy, zaś nacjonalistą - tylko ten, kto dużo myśli o sprawach publicznych oraz wie, czego chce. Prawdziwy działacz narodowy kocha swój kraj i swoich rodaków, ale przekuwa własne emocje na koncepcje społeczno-polityczno-gospodarcze. Narodowiec tworzy z nieuporządkowanych uczuć konkretny, przemyślany, chłodny system światopoglądowy. Zainspirowany patriotyzmem, rozmyślnie buduje doktrynę nacjonalistyczną.


Fragmenty omawianego przeze mnie tekstu Zygmunta Balickiego:

“Patriotyzm jest uczuciem zbiorowym i niczym tylko uczuciem. (…) Jeżeli patriotyzm jest uczuciem narodowym, to nacjonalizm jest narodową myślą, która bez podłoża uczuciowego ani powstać, ani rozwinąć się nie może, stanowi jednak zjawisko duchowe bardziej złożone, przypuszcza bowiem istnienie wśród zbiorowości pewnego przynajmniej stopnia organizacji, a w każdym razie ujęcia opinii publicznej w karby dyrektyw obowiązujących.

Znaczy to, że muszą powstać pewne ośrodki w społeczeństwie, zdolne do zbiorowego myślenia o losach i przyszłości narodu i stanowiące laboratorium tego, co nazywamy polityką narodową. Patriotyzm obraca się jedynie w dziedzinie masowego, ale rozproszonego odczuwania stanów wewnętrznych i doznań zewnętrznych, oraz odruchowego lub uczuciowego na nie reagowania, skoro jednak tylko zjawia się w łonie narodu myśl przewodnia, dążąca planowo do przeprowadzenia pewnych celów w zakresie obrony, wzmocnienia i ekspansji narodu, powstają już w jego łonie zaczątki nacjonalizmu”



Komuniści - śmiertelni wrogowie nacjonalistów

Przed pierwszą wojną światową oraz w II Rzeczpospolitej społeczeństwo rozumiało, czym jest nacjonalizm, bowiem ideologia ta była silna i posiadała duże możliwości rozwoju (aczkolwiek drastycznie ograniczane od 1926 roku!). Po drugiej wojnie światowej władzę w Polsce przejęli komuniści, a więc starzy, śmiertelni wrogowie nacjonalistów. Wyznawcy komunizmu, którzy zawsze żyli z nacjonalistami jak pies z kotem, zaczęli prześladować i mordować narodowców (przykład: Adam Doboszyński został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, poddany torturom i stracony w 1949 roku).


Polska Ludowa wobec Narodowej Demokracji

Panujący w powojennej Polsce lewicowy reżim nie tylko zakazał nacjonalizmu, ale również zaczął go demonizować w mediach i rozmaitych materiałach propagandowych. Pozytywistyczne poglądy narodowe były wówczas porównywane do upiorów i demonów. Endeckie organizacje wojskowe, walczące z najeźdźcami w czasie drugiej wojny światowej (np. Narodowe Siły Zbrojne), pomawiano zaś o okropne, antyludzkie czyny. Zwolennicy komunizmu zwalczali wszystko, co miało choćby pozór nacjonalizmu. Przypomnijmy sobie historię Władysława Gomułki, którego oskarżono o tzw. odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne!


Popłuczyny po dawnej propagandzie

Mordując nacjonalistów, zniesławiając endeckich żołnierzy i oczerniając ideologię nacjonalistyczną, komuniści zniszczyli znaczną część dorobku Narodowej Demokracji oraz zasiali w ludzkich sercach nieufność do narodowców. Chociaż ustrój komunistyczny został zlikwidowany w 1989 roku, w mentalności wielu Polaków zachowała się zasiana przez PPR/PZPR niechęć do nacjonalistów. Mamy rok 2011, a większość polskiego społeczeństwa nadal boi się narodowców i kojarzy ich ze wszystkim, co najgorsze.


Endecy walczyli z hitlerowskim najeźdźcą!

Wielu Polaków wyobraża sobie, że spadkobiercy endecji to jacyś straszni neonaziści, a to błąd, ponieważ działacze Narodowej Demokracji zawsze sprzeciwiali się hitleryzmowi oraz walczyli z Niemcami w czasie II wojny światowej. Możliwe, iż w środowisku narodowców zdarzali się pojedynczy kolaboranci i szmalcownicy, ale przecież czarne owce trafiają się wszędzie. Współpraca z agresorami, którzy napadli na Polskę i zaczęli mordować Polaków, już z definicji jest sprzeczna z nacjonalizmem, patriotyzmem oraz zwykłą, ludzką przyzwoitością. Nacjonalista odczuwa oburzenie, kiedy ktoś brzydko się wypowiada o jego Ojczyźnie. Cóż więc mówić o sytuacji, gdy Ojczyzna zostaje zaatakowana przez obce siły!


Jak narodowcy znienawidzili Duce?

A teraz ciekawostka. Jak napisał Wojciech Jerzy Muszyński, autor książki „W walce o Wielką Polskę”, przed wojną część endeków fascynowała się włoskim faszyzmem. Jednak po 1 września 1939 r. owi endecy przestali podziwiać faszyzm i stracili wszelki szacunek do Mussoliniego. Dlaczego? Bo uznali ideologię Duce za agresywną, niehumanitarną i niechrześcijańską. Poza tym, nie podobało im się, że Benito Mussolini współpracuje z Adolfem Hitlerem, śmiertelnym wrogiem Narodu Polskiego.


Narodowiec, który pomagał Żydom i lewicowcom

W czasie II wojny światowej nacjonalistom zdarzały się naprawdę piękne, szlachetne i godne pochwały czyny. Nie mówię tutaj wyłącznie o bohaterskich, endeckich żołnierzach, ale również o osobach, którym przyszło działać poza frontem. Weźmy na przykład dr Jana Mosdorfa - przedwojennego filozofa, publicystę i pisarza. Ów narodowiec, który słynął z niechęci do lewicowców i Żydów, trafił w 1941 roku do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Za obozowymi drutami pokazywał swoje najwspanialsze, najbardziej zachwycające cechy - bezinteresownie pomagał innym ludziom, w tym lewicowcom i Żydom.


Słowa z polskojęzycznej Wikipedii (hasło „Jan Mosdorf”):

„Po przejściu tyfusu, Mosdorf zaczął udzielać pomocy innym bez różnicy na narodowość, czy poglądy polityczne. Zajął tu postawę chrześcijańską, wykazując się najwyższym ludzkim humanizmem. Do tej pory politycznie zwalczał Żydów i lewicę, dopóki w jego mniemaniu stanowili oni zagrożenie dla Narodu i państwa polskiego. Z chwilą, gdy Żydzi stanęli w obliczu biologicznej zagłady, wspierał ich według swych możliwości. Popierał też powołanie wśród więźniów wspólnego frontu walki i samopomocy. (…) Był niezwykle aktywny, m.in. wygłaszał tajne wykłady z historii, a potrzebującym pomagał zdobywać jedzenie i ubranie”.


Maksymilian Kolbe też był nacjonalistą!

Innym przykładem szlachetnego, bohaterskiego narodowca (a raczej: działacza narodowo-katolickiego) może być św. Maksymilian Maria Kolbe. Ten powszechnie znany franciszkanin wydawał przed wojną czasopisma o profilu nacjonalistyczno-religijnym. W 1941 roku trafił - tak jak Mosdorf - do nazistowskiego piekła, Auschwitz. Tam, jak wszyscy doskonale wiemy, oddał swoje życie za współwięźnia, Franciszka Gajowniczka.


Przykład złego nacjonalizmu

Żeby nie być stronniczą i nie zostać oskarżoną o manipulację faktami, wspomnę, iż w II RP trafiali się również źli nacjonaliści (niestety!). Bojówka, działająca przy Ruchu Narodowo-Radykalnym (RNR = ONR-Falanga), dopuszczała się czynów chuligańskich, a nawet przestępczych. Jak napisał Robert Larkowski, autor artykułu „Organizacje narodowe w Polsce międzywojennej”, owa bojówka „prowadziła ostrą walkę z bojówkami lewicy, podkładała ładunki wybuchowe pod lokale żydowsko-lewicowych gazet i organizacji”.


ONR-Falanga (RNR) i jego guru

„Ciekawe” były poglądy samego RNR: organizacja żądała ustroju totalitarnego, chciała całkowicie zmienić mentalność Polaków, odrzucała tolerancję religijną, postulowała wypędzenie Żydów z Polski, pragnęła imperialistycznej polityki zagranicznej, popierała gospodarkę centralnie planowaną oraz podział wielkich latyfundiów bez odszkodowania. Przywódca Ruchu Narodowo-Radykalnego (ONR-Falangi), Bolesław Piasecki, był postacią zdecydowanie niesympatyczną. Jak dowiadujemy się z artykułu „Dziesięciu wybranych narodowców” Roberta Larkowskiego, Piasecki po wojnie nawiązał współpracę z komunistami i założył pseudokatolickie wydawnictwo PAX.


To byli szowiniści!

Muszę przyznać, że to, co reprezentował RNR i jego wódz, w ogóle nie przypomina nacjonalizmu w rozumieniu Zygmunta Balickiego. Jest również sprzeczne z tym, co ja sama definiuję jako nacjonalizm. Wydaje mi się, iż postawa przedwojennego Ruchu Narodowo-Radykalnego była najzwyklejszym w świecie szowinizmem. To, co robił i głosił ONR-Falanga, w ogóle mi się nie podoba, albowiem jest nieetyczne i niezgodne z moimi przekonaniami. Według mnie, nacjonaliści powinni być tacy jak dr Jan Mosdorf i św. Maksymilian Maria Kolbe.


Kaganek oświaty

Mam nadzieję, że mój artykuł poszerzył wiedzę Czytelników i pokazał im endecję w nowym, nieznanym wcześniej świetle. We współczesnych czasach niewiele osób wie, iż polski nacjonalizm wywodzi się z dziewiętnastowiecznego pozytywizmu. Postać Mosdorfa jest słabo znana, a o poglądach Kolbego prawie wcale się nie mówi.


Pamiętać o dobrym i złym

Uważam, że trzeba opowiadać ludziom o pięknych tradycjach Narodowej Demokracji i wspaniałych osobach związanych z tą opcją polityczną (czy wiecie, iż Janek “Rudy” Bytnar, bohater książki “Kamienie na szaniec”, był narodowcem?). Z drugiej strony, nie należy zapominać o takich negatywnych sprawach jak Ruch Narodowo-Radykalny czy życiorys jego przywódcy. Pamięć o tym, co było złe, może nas uchronić przed powtórzeniem dawnych błędów i wypaczeń. Sława Wielkiej Polsce!


Natalia Julia Nowak,
9-10 sierpnia 2011 r.



---

Natalia Julia Nowak


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Rok 2012 - eutanazja dla świata

Rok 2012 - eutanazja dla świata

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak



Najbardziej pesymistyczny artykuł, jaki kiedykolwiek napisałam. Depresja, dekadentyzm, apokaliptyczne klimaty oraz rozpacz z powodu utraty suwerenności.

Dawno, dawno temu, w tak zwanych lepszych czasach, istniały na świecie pewne wartości. Państwa były silne i niepodległe, a ich mieszkańcy - dumni ze swojego pochodzenia oraz skłonni do obrony swoich Ojczyzn. Rodziny były zdrowe, pełne i szczęśliwe, ludzkie życie znajdowało się pod ochroną, obyczaje stały na wysokim poziomie, wszystko kwitło i maiło się jak na pogodnym pejzażu. Ale potem coś się zadziało i rzeczywistość trafił szlag.

Wszelkie wartości zostały zabite - zamordowano je bez litości, a przecież rzeczom martwym nie można przywrócić życia. Zjawiska, które były dobre i cenne, najzwyczajniej w świecie umarły, więc już nikt nigdy ich nie zobaczy. Zniknęły wartości, zostało zaś to, co plugawe i obrzydliwe. Zboże zmarniało, gnojówka pozostała. Po ślicznym, puszystym kotku zachowała się jedynie śmierdząca kuweta.

Żyjemy w czasach, w których mówienie o wartościach przypomina uprawianie światopoglądowej nekrofilii. Jest to wszak hołdowanie temu, co już od dawna nie żyje. Idealizm jest dziś tożsamy z klęczeniem na mokrej ziemi, uderzaniem głową w mogiłę i wyciem: “Chcę, żeby umarłe powróciło do życia!”. Takie działanie ma charakter tragikomiczny, bowiem szlachetnych idei, które brutalnie zamordowano, po prostu nie da się wskrzesić.

Zgładzone wartości już nigdy nie zawitają w naszym świecie, nie spowodują, że wszystko znowu zacznie kwitnąć i się maić. Dobro leży w grobie, rozkładając się powoli, acz konsekwentnie. Idee, dla których niegdyś chciało się żyć i umierać, to dzisiaj trupy, którym nawet dr Frankenstein nie pomoże. Ci, którzy dokonują ekshumacji zamordowanych wartości i próbują je ożywić, nie odnieśli jeszcze żadnego sukcesu. Co ma wisieć, nie utonie. Co ma być martwe, nie stanie się żywe.

Współczesny świat jest jak ciężko chory pies, któremu nie da się pomóc i który gnije żywcem na oczach swojego właściciela. Przypomina on również kończynę bezwzględnie trawioną przez gangrenę. Trzeba Wam wiedzieć, drodzy Czytelnicy, że przez długi czas starałam się uzdrowić naszą rzeczywistość. Dwoiłam się i troiłam, żeby choć trochę ją podleczyć, szarpałam się o Polskę, zagranicę i gatunek ludzki. Jednak teraz po prostu się poddałam. Ręce mi opadły. Doszłam do wniosku, że choroba, która wyniszcza świat, jest nieuleczalna, zwłaszcza w tak zaawansowanym stadium.

Nie ma już żadnej, absolutnie żadnej nadziei dla tej planety - wszystkie środki zawiodły i nie opłaca się sięgać po kolejne. Degrengolada jest nieodwracalna, nie da się jej nie tylko cofnąć, ale nawet spowolnić. Coraz częściej myślę, że jedyne, co można zaoferować naszej rzeczywistości, to eutanazja. Jeśli nasz świat ma upaść, to niech upadnie jak najszybciej. Wszak już napisałam: co ma wisieć, nie utonie!

Pytacie, co mnie najbardziej przeraża i zasmuca? Otóż fakt, że Polska straciła niepodległość. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że wkrótce Unia Europejska zostanie oficjalnie ogłoszona federacją, czyli państwem związkowym. Nieoficjalnie jest ona federacją od momentu wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego (1 grudnia 2009 roku), jednak dopiero teraz europejscy politycy odważyli się przyznać, o co im tak naprawdę chodzi.

Radosław Sikorski otwarcie mówi, że popiera ideę uczynienia z UE “federacji” i “supermocarstwa”. Gerhard Schroeder używa wyrażenia “Stany Zjednoczone Europy”. Janusz Palikot deklaruje, że pragnie “federalnej Europy” i że najpierw czuje się Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem. Co do Hermana van Rompuya, już dwa lata temu był on nazywany “fanatycznym federalistą”.

Nasza Ojczyzna nie jest już samodzielnym bytem państwowym, tylko częścią składową ogromnej federacji. Unia Europejska jest państwem, a Polska - jednym z jej dwudziestu siedmiu stanów, landów lub kantonów. Lada dzień ten bolesny fakt zostanie oficjalnie poświadczony i przypieczętowany, a wtedy nie będzie już złudzeń co do sytuacji naszego Narodu. Nikt nie będzie mógł pocieszać się myślą: “A może ja się mylę? Może nie jest aż tak źle? Może mój kraj nadal jest suwerenny, a ja niepotrzebnie dramatyzuję?”.

Nadzieja umrze tak jak pozostałe wartości, optymizm straci rację bytu, zaś słowa pocieszenia przestaną brzmieć wiarygodnie i kojąco. Nie wiem, czy najzagorzalsi patrioci i nacjonaliści nie oszaleją wówczas z rozpaczy. Silny ból psychiczny może być dla nich naprawdę niebezpieczny. Ludzie czasem wariują przez politykę - doświadczenie życiowe to potwierdza.

Urodziłam się w roku 1991. Reprezentuję ostatnie pokolenie, które pamięta Wolną Polskę i od którego należy bezwzględnie żądać postawy patriotycznej. Przyszłe pokolenia - generacje eurofederacji - będą już mniej lub bardziej wynarodowione. Spodziewam się, że nasi potomkowie, tak jak Janusz Palikot, będą się czuli najpierw Europejczykami, a dopiero potem Polakami. Sytuacja panująca w Stanach Zjednoczonych Europy okaże się analogiczna do sytuacji panującej w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Mieszkańcy USA najpierw czują się Amerykanami, później zaś np. Teksańczykami. Ludzie, którzy przyjdą po nas, nie będą patriotami względem Polski, tylko względem UE. Dla naszych potomków Polska, rozumiana jako niezależny organizm państwowy, będzie odległą historią, zupełnie jak Księstwo Florencji. Co więcej, będą oni deklarować narodowość europejską, a nie polską.

Niech mi teraz ktoś powie: po co te przyszłe pokolenia mają się w ogóle rodzić?! Po to, żeby być dziećmi europejskiej federacji? Po to, żeby funkcjonować w zdegenerowanym świecie, w którym wszelka aktywność przypomina tarzanie się w błocie? Po to, żeby czcić zło, bez świadomości, że kiedyś istniało dobro? Czy takie życie ma sens?! Czy hańba nie jest przypadkiem gorsza od śmierci?!

Czyją gospodarkę będzie wzmacniać ciężka praca naszych synów, córek, wnuków i prawnuków? Unii Europejskiej? W czyim wojsku będą oni służyć? W unijnym? Czy nasi potomkowie będą przysięgać na wierność fladze Stanów Zjednoczonych Europy? Czy będą stać na baczność, słuchając “Ody do Radości”? Czy będą mówić o prezydencie UE z taką powagą, jak dzisiaj mówi się o prezydencie USA? Nie wiem, jak Wy, ale ja wolałabym umrzeć niż wegetować w taki sposób!

Życie w Stanach Zjednoczonych Europy to coś naprawdę żałosnego. Bo człowiek nie będzie… a właściwie: nie jest w nich dziecięciem Polski, tylko dziecięciem federacji, która Polskę wchłonęła. Pszenica, która tak pięknie się złoci, nie jest już pszenicą polską, lecz unijną. Parlament Europejski nie jest już organem organizacji międzynarodowej, lecz naszą władzą federalną. Gdybym spotkała na swojej drodze człowieka, pogrążonego w ciężkiej depresji i pragnącego się zabić, zapewne powiedziałabym mu: “Nie rób tego! Przecież warto żyć!”.

Ale co bym odpowiedziała, gdyby ów człowiek zadał mi pytanie: “Dlaczego warto żyć”? Czy nie byłoby tak, że spłonęłabym rumieńcem i odeszłabym bez słowa? Ja sama nie wiem, po co egzystuję w naszym współczesnym - cuchnącym i obrzyganym - świecie dekadencji! Jestem osobą, której zawalił się niemal cały światopogląd. Pod tym względem przypominam starszą panią z wiersza Tadeusza Różewicza (“Wierzyła przez pięćdziesiąt lat, a teraz płacze i mówi: ‘nie wiem… nie wiem‘”).

Jedyne, co mogę obecnie robić, to nucić pod nosem fragment piosenki zespołu Łzy: “Kiedyś znałam na wszystko odpowiedź, myślałam, że świat należy do mnie. Pamiętam Twoje wszystkie pytania, słowa tak pięknie układały się w zdania”. Czuję się strasznie, nie wierzę już w nic i nie dostrzegam sensu w niczym. Chwytam się różnych rzeczy, ale dają mi one pocieszenie chwilowe i powierzchowne.

Tylko jedna rzecz wydaje mi się pewna. Lepiej, żeby spełniła się popularna przepowiednia mówiąca o końcu świata w 2012 roku niż realistyczna prognoza dotycząca oficjalnej federalizacji Unii Europejskiej. Jeśli Polska, Europa i świat mają odejść (a proces rozkładu już się rozpoczął!), to chciałabym, żebyśmy odeszli razem z nimi. I dlatego liczę na Apokalipsę w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Wszystko już stracone. Nie ma nawet czego ratować. Nieuleczalnie chore psy się usypia, zaś trawione przez gangrenę kończyny - amputuje.

Nasz świat jest cmentarzem, nasza cywilizacja jest cywilizacją śmierci, a my dzielimy się na upiory i nekrofilów (upiory to ludzie, którzy są martwi wewnętrznie, bezideowi. Nekrofile to ci, którzy hołdują umarłym wartościom). Spoczywajmy w pokoju. Jeżeli rozmaici jasnowidze mają rację, to rok 2012 wyleczy wszystkie nasze bolączki. No i dobrze, bo ja jestem jak podmiot liryczny z pewnego utworu Łez - “Codziennie pytam, czy kiedyś to się skończy. I nienawidzę słów: nic nas nie rozłączy”. Wielka asteroida zderzy się z Ziemią i skutecznie rozwiąże m.in. problem Stanów Zjednoczonych Europy. Albo Słońce pęknie, tak jak moje serce po ratyfikacji Traktatu z Lizbony.


Natalia Julia Nowak,
25-26 grudnia 2011 r.



P.S. Obserwacja stopniowej degrengolady Ziemi wcale nie musi się odbywać w ponurej, grobowej atmosferze. Zamiast płakać i wzdychać, można się śmiać i wołać do ludzi niczym Fałszywa Maria z filmu “Metropolis” Fritza Langa: “Chodźcie zobaczyć, jak świat idzie do diabła!”.

P.S.2. Koniec świata może być naprawdę groteskowy. Według najpopularniejszej przepowiedni, nastąpi on 21 grudnia 2012 roku (inne wizje mówią o 22 lub 23 grudnia). Czy wiecie, że 21 grudnia wypadnie w piątek? Wyobrażam sobie sytuację rodem z piosenki “Friday” Rebeki Black. “Jest piątek, piątek, wszyscy czekają na weekend” - ale ten weekend po prostu nie nadchodzi.

---

Natalia Julia Nowak


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Chrześcijaństwo - głównie dla lewaków!

Chrześcijaństwo - głównie dla lewaków!

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak



Jestem ateistką, ponieważ moich skrajnie prawicowych (nacjonalistycznych, antykomunistycznych, konserwatywnych) poglądów nie da się pogodzić z religią chrześcijańską. Trzy lata temu stanęłam przed trudnym wyborem: albo ideologia, albo religia. Wybrałam ideologię.

Ateizm agnostyczny zaprawiony malteizmem

Jestem osobą niewierzącą - w tym znaczeniu, że nie wierzę w istnienie osobowego Boga. Najzwyczajniej w świecie nie wierzę w tę postać i stawiam to na równi z brakiem wiary w Latającego Potwora Spaghetti. Przekonanie o braku Istoty Boskiej jest jednak moją prywatną, opartą na emocjach opinią, albowiem zdaję sobie sprawę z faktu, iż - z logicznego punktu widzenia - nie da się jednoznacznie udowodnić ani istnienia, ani nieistnienia Boga.

To, czy Bóg istnieje, czy nie, jest wyłącznie kwestią wiary. Jeżeli przyjmiemy, że Istoty Boskiej nie ma, to staniemy się ateistami, osobami wierzącymi w nieistnienie Boga. Ja jestem taką osobą. Nie wierzę w to, iż Bóg istnieje, aczkolwiek nie posiadam niezbitego dowodu na jego nieistnienie. Odrzucam teizm, ale nie próbuję na siłę udowodnić, że mam rację. Dlaczego? Bo wiem, iż moje “dowody” na nieistnienie Boga są tyle samo warte, co kościelne “dowody” na jego istnienie.

Czasami, kiedy chcę spojrzeć na świat z innego punktu widzenia, przyjmuję roboczą tezę, że Bóg jednak istnieje. Dochodzę wówczas do wniosku, iż jest on istotą niesprawiedliwą i zdemoralizowaną, która pozwala ludziom czynić zło. Po “zebraniu do kupy” wszystkich swoich przekonań stwierdzam, iż moją orientacją religijną jest ateizm agnostyczny zaprawiony malteizmem.

“Ateizm” - bo sama odrzucam wiarę w istnienie Istoty Boskiej. “Agnostyczny” - bo wiem, iż nie ma jednoznacznego dowodu na nieistnienie tejże Istoty. “Zaprawiony malteizmem” - bo gdy przyjmuję roboczą tezę, że Bóg jednak istnieje, to stwierdzam, iż jest on postacią negatywną.


Lewicowe poglądy w świętej księdze chrześcijaństwa

Pierwsze wątpliwości religijne pojawiły się u mnie już w gimnazjum, jednak dopiero jako 17-latka zdecydowałam się całkowicie odrzucić wiarę w Boga (obecnie mam 20 lat). Jednym z czynników, które spowodowały, że podjęłam taką decyzję, było uzmysłowienie sobie pewnego faktu. Otóż dotarło do mnie, iż moje skrajnie prawicowe poglądy są nie do pogodzenia z chrześcijaństwem, które wówczas wyznawałam.

Popularny w Polsce pogląd, według którego prawicowość powinna wzrastać wprost proporcjonalnie do religijności (i vice versa), nie ma żadnego uzasadnienia logicznego. Biblia zawiera bowiem fragmenty, które patriotom, nacjonalistom, antyglobalistom, antykomunistom i konserwatystom nie powinny się podobać. I odwrotnie: w Piśmie Świętym są stwierdzenia, które powinny przypaść do gustu czytelnikom o poglądach lewicowych. Smutne, ale prawdziwe.

W niniejszym artykule przytoczę i skomentuję kilka biblijnych cytatów, z którymi się nie zgadzam i które wywołują we mnie niechęć do chrześcijaństwa. Omawiając je, będę się opierać wyłącznie na własnych refleksjach, albowiem jestem istotą rozumną i wyzwoloną od dogmatyzmu. Posiadam zdolność samodzielnego myślenia, więc z niej skorzystam, nie oglądając się na Jedynie Słuszne Poglądy Religijne.

Z góry przepraszam tych, których moje interpretacje mogą urazić lub zniesmaczyć. Niniejszy artykuł nie ma na celu obrażania niczyich uczuć religijnych, tylko pokazanie, iż chrześcijaństwo bardziej nadaje się dla lewicowców niż dla prawicowców. Oczywiście, nie chcę nikogo zmuszać do zmiany religii ani do wyrzeczenia się wiary w Boga. Zależy mi po prostu na skłonieniu Czytelników do pewnych refleksji.


Cytat pierwszy

„Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Gal 3, 28)


Komentarz do cytatu pierwszego

Aby dobrze zrozumieć powyższe zdanie, należy je rozbić na kilka części i osobno omówić każdą z nich. „Nie masz Żyda ani Greka” - te słowa powinny być ostatecznym dowodem na to, iż nacjonalizmowi nie jest po drodze z chrześcijaństwem. Sugerują one bowiem, że narodowość to przeżytek, że nie powinno być różnych nacji i narodów, a co za tym idzie: państw narodowych, suwerennych Ojczyzn.

Wyobraźmy sobie świat, w którym „nie ma Żyda”, „nie ma Greka”, „nie ma Francuza”, „nie ma Niemca”, „nie ma Chińczyka”, „nie ma Japończyka”, „nie ma Rosjanina”, „nie ma Czecha”, „nie ma Włocha”, „nie ma Roma”, „nie ma Polaka”. Jest to planeta, której całą powierzchnię zajmuje jedno państwo, zamieszkiwane przez jeden naród (homogeniczne społeczeństwo) i rządzone przez jedną administrację (rząd światowy). Czy dostrzegacie tutaj podobieństwo do masońskiego Nowego Porządku Świata, czyli New World Order? Bo ja tak!

A teraz ciekawostka. W serwisie YouTube.com można znaleźć archiwalny filmik, w którym Jan Paweł II przemawia do mieszkańców Indii. Chodzi o nagranie „Jan Paweł II i Nowy Porządek Światowy”, znane również jako „Pope John Paul 2's New World Order Speech at Gandhi's Memorial” bądź „Pope John Paul the 2nd New World Order Speech at Gandhi's memorial” (pierwsza wersja została udostępniona przez użytkownika NieTylkoKontrowersje, druga przez braxtonmandy, a trzecia przez SPICYITALIAN33).

Wyraźnie słychać w nim, jak papież mówi „A New World Order, a civilization of love, can be achieved”, czyli „Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty”. Wszystkiego najlepszego, katolicy! Będziecie mieli ciekawego błogosławionego! Teoretycznie, słowa wypowiadane przez JP2 są mową zależną, ale brzmią tak, jakby Ojciec Święty się z nimi zgadzał i chciał je rozpropagować.

Jeśli macie ochotę, obejrzyjcie zdjęcia, na których Jan Paweł II i Benedykt XVI wykonują masońskie/okultystyczne/satanistyczne gesty bądź uściski dłoni. W połączeniu z tymi fotografiami, niesławna wypowiedź JP2 („Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty”) brzmią niesłychanie jednoznacznie, a zarazem mrocznie.

http://kidsister.files.wordpress.com/2007/03/rip_pope_john_paul_2.jpg

http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSNkUnQJJFw4W564-FvNwsGgQg2dHbQhKzm2qk6B7V8IuyTyfH-IQ&t=1

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi0F4Z_xZk2S7kS_VILezha9UZNmLVj27WnudrbpaAO8ZAADYlbvkG37h0LfFjKh-QglpzSI4Nq4qd3aBHKDAgTcgZW_fnSWGpURu-wteatHLq12NoAz9J8UzOOwSM72c9wdpfLFx-2EOI/s1600/Pope_Ratzinger_handsign-satanic.jpg

http://i2.squidoocdn.com/resize/squidoo_images/250/draft_lens17108191module144537971photo_1294034367Pope-Illuminati_antinwomi

http://www.destroyfreemasonry.com/masonic-handshake-benedict-xvi.jpg

Wróćmy jednak do biblijnego cytatu. Słów „nie masz niewolnika ani wolnego” nie będę się czepiać, bo - jako przeciwniczka niewolnictwa - nie widzę w nich nic złego. Przyczepię się za to do sformułowania „nie masz mężczyzny ani kobiety”, które kojarzy mi się ze sloganami rozmaitych ruchów feministycznych i genderowych. Fragment ten sugeruje, że należy odrzucić różnicowanie ludzi ze względu na płeć.

Gdybyśmy zaczęli realizować tę zasadę, prędzej czy później obudzilibyśmy się w świecie, w którym nie istnieją tradycyjne role płciowe, kobiety są męskie, mężczyźni kobiecy, transgenderyzm, transseksualizm, transwestytyzm i androginizm to norma, a w doborze seksualnego partnera nie ma żadnych ograniczeń. Ujednolicenie płci, podobnie jak ujednolicenie narodów, byłoby kolejną zbrodnią przeciwko ludzkiemu indywidualizmowi, a także krokiem w stronę zunifikowanego społeczeństwa totalitarnego.

Cały ten zhomogenizowany świat, a raczej New World Order, miałby egzystować pod sztandarem Wielkiego Brata… oj, przepraszam: Jezusa Chrystusa („albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie”). Nie wiem, jak Was, ale mnie ta wizja napełnia przerażeniem. Przywodzi mi bowiem na myśl dwie potworne, literackie antyutopie, z którymi każdy myślący człowiek powinien się zapoznać: „Rok 1984” G. Orwella i „Nowy Wspaniały Świat” A. Huxleya.


Cytat drugi

„Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec” (Wj 21, 22-25)


Komentarz do cytatu drugiego

O przytoczonych przed chwilą słowach mówi się, że są jedynym fragmentem Biblii, który dotyczy śmierci poczętego dziecka. Cytat ten jest często używany przez zwolenników mordowania nienarodzonych dzieci, którzy chcą przekonać chrześcijan do swoich poglądów. Szczerze mówiąc, nie ma w tym nic dziwnego. Przytoczone słowa z Księgi Wyjścia ukazują nienarodzone dziecko jako mało wartościowy, martwy obiekt, którego zniszczenie grozi co najwyżej karą grzywny.

Nie ma tutaj mowy o człowieczeństwie i godności tego dziecka, nie ma współczucia i szacunku dla jego śmierci, nie ma apelu o ostrożność i delikatność, których brak może doprowadzić właśnie do zgonu tej kruchej, ludzkiej istotki. Istnieje za to sugestia, że bezpieczeństwo matki jest ważniejsze od bezpieczeństwa dziecka, że prawa kobiet są istotne, ale prawa dzieci - nie. Zaiste, nie chcę wyznawać religii, której święta księga zawiera tak nieludzkie (a raczej: antyludzkie) stwierdzenia!

W tym miejscu warto przytoczyć bulwersującą wypowiedź św. Augustyna, z której wynika, iż “dusza powstaje w czterdziestym dniu życia dziecka”. Z owego cytatu trudno wywnioskować, czy autor miał na myśli czterdziesty dzień od poczęcia, czy czterdziesty dzień od urodzenia. Pewne jest tylko jedno: św. Augustyn z Hippony, jeden z tak zwanych Ojców Kościoła, był ejdżystą, czyli człowiekiem dyskryminującym innych ze względu na wiek! Uważał, że najmłodsze dzieci są mniej wartościowe od tych odrobinę starszych!

Podobne przekonania głosił inny święty katolicki - Tomasz z Akwinu (również Ojciec Kościoła). Jeśli wierzyć polskojęzycznej Wikipedii, św. Tomasz twierdził, iż “aborcja nie jest grzechem zabójstwa dopóki płód nie został obdarzony duszą”. Pozwólcie, że tego nie skomentuję, bo musiałabym użyć naprawdę dosadnych, wręcz wulgarnych sformułowań!


Socrealistyczna przypowieść o robotnikach (proletariuszach)

W serwisie Eioba.pl znajduje się genialny artykuł pt. “Chrześcijaństwo i Komunizm - podobieństwa” napisany przez użytkownika o pseudonimie CzarnyWilk. Autor w mistrzowski sposób porównał metody stosowane przez średniowieczny Kościół do metod stosowanych przez sowieckich komunistów, ponadto przytoczył cytaty z Pisma Świętego, które wydają się zadziwiająco zbieżne w poglądami marksistowskimi.

Artykuł ten niezmiernie przypadł mi do gustu, albowiem już od dawna uważam, iż istnieje spore podobieństwo między naukami Jezusa Chrystusa a tezami Karola Marksa i jego zwolenników. Przykład? „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mk 10, 25). Słowa te, wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa, wyrażają niechęć do zamożnych warstw społeczeństwa i sugerują konieczność ich napiętnowania.

Niestety, CzarnyWilk nie zacytował pochodzącej z Nowego Testamentu przypowieści o robotnikach w winnicy. A szkoda, bo - moim zdaniem - jest to utwór łudząco podobny do tendencyjnych, socrealistycznych opowiastek z czasów Polski Ludowej. Już sam dobór bohaterów (robotnicy, czyli proletariusze) wywołuje we mnie jednoznaczne skojarzenia. Pozwólcie, że podam Wam pełną treść tej przypowieści. Oto ona:

„Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli.

Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!

Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty.

Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”
(Mt 20, 1-16)

Jaki jest morał tej opowiastki? „Czy kto robi, czy kto leży, jeden denar się należy”! Moim zdaniem, ta reguła jest krzywdząca i niesprawiedliwa, albowiem każdy pracownik powinien otrzymać taką zapłatę, na jaką zasługuje. W gimnazjum uczono mnie, że dobra materialne można rozdawać „według serca”, „według rozumu” lub „według sprawiedliwości”. Równa zapłata dla wszystkich, niezależnie od ich wkładu pracy, jest rozdawaniem dóbr „według serca” - absolutnie nie „według sprawiedliwości”!


Przeciwko dumie, honorowi, odwadze i ludzkiej godności

Zapraszam Was również do przeczytania innych cytatów z Biblii, które mi się nie podobają. Cytaty te sugerują, że człowiek powinien być uległy, pokorny wobec swoich wrogów, niezdolny do ochrony własnej godności i interesów, masochistyczny. Promują postawę, którą można opisać za pomocą popularnego powiedzonka „oni nas opluwają, a my się cieszymy, że deszcz pada”.

Z fragmentów tych wynika, iż ludzka istota nie ma prawa nienawidzić swoich oprawców, ani - broń, Boże! - gniewać się na nich. Nie może w żaden sposób bronić się przed przemocą i wyzyskiem, musi za to być gotowa na dalsze upokorzenia. Na domiar złego, nie wolno jej negatywnie oceniać ludzi, którzy postępują niewłaściwie, np. wyrządzają krzywdę słabszym jednostkom. A to wszystko pod groźbą wiecznych mąk w piekle, czyli kontynuacji ziemskiej gehenny.

Proszę, oto owe cytaty:

„Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18, 21-22)

„Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie” (Mt 5, 38-42)

„Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj! A kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego” (Mt 5, 21-22)

„Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” (1J 3, 15)

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7, 3)

Fragmenty Pisma Świętego, które właśnie przytoczyłam, jednoznacznie potępiają honor, dumę, asertywność, odwagę, sprawiedliwość, niezależność i niezłomność, propagują zaś konformizm, nieśmiałość, lękliwość, tchórzostwo oraz skłonność do poddawania się wrogim siłom. Antywartości zalecane przez Nowy Testament są nie do pogodzenia z patriotyzmem, który polega na tym, że nie nadstawia się drugiego policzka, tylko walczy z najeźdźcą/zaborcą/okupantem do ostatniej kropli krwi.

Drodzy Czytelnicy, czy wyobrażacie sobie, jak by to było, gdyby we wrześniu 1939 roku Polacy nadstawili drugi policzek Niemcom i sowietom?! Z „normalnego” punktu widzenia, bohaterska walka Polaków w czasie drugiej wojny światowej była czymś chwalebnym i godnym naśladowania, ale z punktu widzenia chrześcijańskiego - grzechem, sprzeniewierzeniem się woli Boskiej!

Tym bardziej, że nasi dzielni żołnierze, którzy stawiali opór hitlerowskiej i komunistycznej zarazie, łamali piąte przykazanie Boże - „nie zabijaj”. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego jedno z najpopularniejszych patriotycznych haseł brzmi „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Przecież Jezus (Bóg-Człowiek) nie wzywał do bycia honorowym ani do walki za Ojczyznę! Wręcz przeciwnie!

Wiecie co? Był kiedyś ksiądz, który - opierając się na Nowym Testamencie - sformułował pięknie brzmiące hasło „Zło dobrem zwyciężaj” i realizował je w swoim życiu. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że właśnie ten ksiądz został brutalnie zamordowany przez swoich wrogów. Chrześcijańska łagodność, pokora, skłonność do przebaczania wszystkich krzywd i nadstawiania drugiego policzka doprowadziły go do tragedii.

Historia tego księdza utwierdza mnie w przekonaniu, iż nie należy postępować zgodnie z zaleceniami Jezusa Chrystusa (który, notabene, także został brutalnie zamordowany). Lepiej uczyć się od Zaratustry, bohatera książki Fryderyka Nietzschego.


Albo ideologia, albo religia

Ufam, że w niniejszym tekście udało mi się udowodnić, iż przekonań skrajnie prawicowych nie da się pogodzić z religią chrześcijańską (Hmmm… Może to właśnie wyjaśnia, dlaczego część nacjonalistów - która wyrzekła się wiary w Chrystusa, a która nie chce rezygnować z teizmu - decyduje się na wyznawanie rodzimowierstwa, czyli neopogaństwa?). Pismo Święte zawiera bowiem tezy, które stanowią zaprzeczenie poglądów głoszonych przez patriotów, nacjonalistów, antyglobalistów, antykomunistów i konserwatystów.

Trzy lata temu, kiedy uświadomiłam sobie rozbieżność między moimi poglądami a naukami zawartymi w Biblii, byłam zmuszona dokonać trudnego wyboru: albo ideologia, albo religia. Jak wiadomo, postawiłam na ideologię. I wcale tego NIE żałuję!


Natalia Julia Nowak,
8 marca 2011 roku


---

Natalia Julia Nowak


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl